1/22/2014

stoję bez spięć i staram się
wyperswadować u ściany
kierunek spojrzenia

u ściany chropowatej
krwi kobaltowej kolorem
smugi poznaczone

wchodzę przez uchylone powieki
na najwyższe piętra
stopnie mają może pięć metrów wysokości
boże, czy to istotne
kogo obchodzi
jest niełatwo
na dachu parno
uchodzi tutaj kłębem
cala neurotyczność
i niewymowa ucieka
wysyłając w eter magnetyzm
on pcha mnie w dół
jestem teraz baletnicą
zawsze chciałam
i być śmierci blisko



czy to tylko próba generalna
wtłoczenia w te kobalty
brunatnej niewymowy
koloru przeciwności
skazana na niepowodzenie
rurami przemieszczana do sedna
 




istota została zamazana
adoracja nieświęta