12/10/2013



nie chce mapy ani szkiełka
wyczulonego na rodzime

żeby dużo świateł wokół
fosforyzujące i jaskrawe (chcę)
świecą, ja zginam się w pół
w bok przecięta, być (chcę)
bezkształtnym obłokiem
wtapiam się w łuki szerokie

przepraszam, za niespójność
która nie wnosi nic, prócz ciągłych
podnoszeń się w górę ciała
i opadania na miękkość pościeli

bo potrzebuję uciec z Zaściany

jeśli nie umrę dzisiaj to sugeruję dzień zwany jutrem
bo nigdy nim nie będzie przez ciągłe osadzenie w derealizacji
nicość przybiera całkiem przyjemne formy, tylko czym jest
skoro coś się tlić musi, choćby pół głowa

nawet jeśli staniecie nad zwłokami to nic nie powiecie

a ja śpię ze sobą
wysoko nade mną
i snuję się po ścianach

nie ma późnego nieba
tylko zbyt wczesna potrzeba
ale snuję się, śpiewam, o tej
której jestem pewna
gorzkiej Niepewności